Mielno - ja z moją kochaną
W pensjonacie
Mielno spędziliśmy miłe chwile. Po raz pierwszy wyjechałem z moją lubą na wakacje. Mieliśmy sporą przeprawę z jej staruszkiem, ale w końcu po wielu bojach udało się. W sukurs przyszła nam teściówka. Nie wiedziałem, gdzie by tu zabrać moją małą, ale skoro w tamtym roku, kiedy byłem jeszcze z Aśką, było nam tak dobrze w Mielnie, to postanowiłem tam po prostu powrócić. Myślę, że decyzja była trafiona, bo Mariolka i z Mielna była zadowolona i z pensjonatu. Dostał się nam specjalny pokój dla nowożeńców, naprawdę piękny. Nie chciało się nam wyłazić z łóżka. Byliśmy z Mariolką jak John Lennon i Yoko Ono po ślubie. Ileśmy tego miasta zobaczyli, no niewiele, bo raczej w pokoju siedzieliśmy. Oczywiście plażę zaliczyć musieliśmy każdego dnia, ale to było jedyne miejsce, w które chodziliśmy. Nieraz też trafialiśmy do jakiejś knajpki, albo na dyskotekę i tak cały nasz pobyt. Teraz dopiero Mariolę poznałem bardzo blisko, nie podczas jakichś ukradkowych spotkań, w tajemnicy przed jej starymi. Mielno zawsze będzie w mojej wdzięcznej pamięci.