Karpacz - Wielkanoc
Takiej Wielkanocy, jak w tym roku w Karpaczu, to chyba jeszcze nigdy nie przeżyłem, choć lat mam już wystarczająco dużo, by wiele świąt Wielkiej Nocy pamiętać. Było na pewno szczególnie, raz że po raz pierwszy na wyjeździe, a nie tradycyjnie w domu, a po drugie, toż to nie żadna Wielkanoc, a bardziej Boże Narodzenie było. Wiadomo, kwiecień plecień, ale to zima taka, jak w grudniu była, a nie prawie połowa wiosny. W pensjonacie
Karpacz pan Waldek dwoił się i troił, by nadążyć z posprzątaniem śniegu, tyle go każdej nocy spadało. Cały Karpacz zawalony był białym puchem tak, że nawet trudno było przejść, a co dopiero przejechać samochodem. Wiadomo, jak pracują nasi drogowcy, a ci z Karpacza wcale nie są lepsi. Nasz samochód byłby całkiem w śniegu zakopany, ale właściciel naszego pensjonatu polecił panu Waldkowi i odśnieżanie samochodów. Święta przeszły leniwie, na obżarstwie, a jedzenie było wyśmienite i na oglądaniu telewizji. Pochodzilismy tez trochę po mieście, ale komu by się chciało w taki śnieg po mrozie spacerować.
Podobne: